niedziela, 18 sierpnia 2019

#9 DW: Grzegorz Wielgus

Całość zacznie się jak na spotkaniu anonimowych alkoholików. Cześć, jestem Grzegorz i też piszę książki. Jak tu trafiłem? Zaczęło się od alfabetu protokananejskiego, ale chyba nie musimy cofać się aż tak daleko - ta katastrofa ma znacznie krótsze korzenie.

Samurajowie, wojna domowa na Ukrainie oraz pretensjonalny artyzm.

Chyba jak większość osób czytających, tak i ja powiedziałem sobie kiedyś: napiszę książkę. Podówczas nie wiedziałem nic na temat warsztatu, teorii, praktyki czy innych tego typu drobiazgach. Napisałem przeto wiekopomne dzieło o samurajach i ninja, które, gdyby opuściło szufladę, dostałoby się bez trudu na listę dziesięciu największych zbrodni na kulturze Kraju Kwitnącej Wiśni. Potem był pomysł urban fantasy, którego finał rozgrywał się podczas wojny domowej na Ukrainie oraz drugie urban fantasy o fabule tak zamotanej i nadętej, że trudno ją nawet opisać. Natłukłem też sporo opowiadań, również bez większych sukcesów.

Co chcę przez to powiedzieć, jeżeli zaczynacie od zera, to musicie uzbroić się w cierpliwość jak rewolucjoniści w AK-47 i berety w stylu Che Guevary. Musicie dużo pisać, czytać o pisaniu oraz czytać o tym, o czym pisać chcecie, zanim umiejętności dościgną wasze ambicje. Nie wykaże się wielką oryginalnością, kiedy powiem, że cierpliwość, wytrwałość, powtarzalność to cechy dobrego pisarza. Podobnie jak z muzykami na scenie, większość ich swobody oraz improwizacji jest albo dobrze zaplanowana, albo wypływa z lat doświadczenia. Tak samo lekki, dopracowany styl u wiodących autorów jest kwestią lat praktyki w pracy ze słowem. Nie jest to rzecz niemożliwa do osiągnięcia, ale wymaga pracy.

To najważniejsza rada jaką mogę dać komukolwiek, choć na pierwszy rzut oka nie jest bardzo budująca.

Napisałem i co dalej?

Zacznę, niestety, od kolejnej niezbyt krzepiącej myśli. To, czy tekst zostanie przyjęty czy odrzucony zależy od profilu wydawnictwa, planu wydawniczego, gatunku, jakości, aktualnej sytuacji wydawnictwa... Czynników jest mnóstwo, podobnie jak nadsyłanych propozycji, dlatego też trzeba zdawać sobie sprawę, że szansa na pozytywną odpowiedź jest niewielka, a i to przy czasie odpowiedzi liczonej w miesiącach. Dlatego też trzeba wykazać się cierpliwością, nie ulec zniechęceniu i próbować, próbować, próbować...

Osobiście miałem szczęście, bo udało mi się otrzymać pozytywną odpowiedź od wydawnictwa Initium całkiem szybko odnośnie "Pękniętej korony", ale zanim nastał ten dzień, wysłałem całą masę maili z kolejnymi propozycjami, na które w większości nie otrzymałem nawet wiadomości odmownych. Współpraca z Initium układała się tak dobrze, że praktycznie nie mam o niej nic do powiedzenia, wymiana uwag odnośnie tytułów, opisów, okładek i terminów promocji, wszystko to przebiegało bardzo gładko. Na premierę "Pękniętej korony" czekałem blisko rok, co nie jest oczywiście niczym dziwnym - w umowie zazwyczaj jest zawarta informacja na temat czasu, w którym wydawnictwo zobowiązuje się wydać pozycję. Ponownie, trzeba wykazać się cierpliwością i zająć się czymś w międzyczasie. Na przykład pisaniem kolejnej powieści albo...

Spanie w pociągu i inne opowiadania.

Oprócz wymyślenia, napisania, wysłania powieści oraz pracy nad nią z redaktorem trzeba zająć się też mniej oczywistą stroną pisarskiego fachu: promocją. Obok pisania kolejnych pozycji oraz trzymania kciuków za ich powodzenie, piszę co jakiś czas opowiadania, które są publikowane w internetowych periodykach, prowadzę na konwentach prelekcje oraz panele, biorę udział w spotkaniach w księgarniach i kawiarniach literackich... Na swoim fanpage'u prowadzę serię wpisów Trup Tygodnia, w którym przybliżam interesującą postać, moment w dziejach lub... niecodzienny zgon, oczywiście w kontekście historycznym. Sposobów na promocję jest tyle, ilu jest ludzi, ale, podobnie jak w przypadku wszystkiego innego, potrzeba czasu na zbudowanie odpowiednio szerokiej gamy odbiorców oraz fanów, a więc cierpliwość i raz jeszcze cierpliwość.


CZARCIE SŁOWA - GRZEGORZ WIELGUS

Rok 1279. Na austriackim zamku Rappottenstein rozpoczyna się turniej rycerski, zorganizowany przez króla Rudolfa Habsburga dla utemperowania nastrojów swoich wasali. Siły nieczyste jednakże nie śpią. W okolicznych lasach pojawiają się wydrapane na drzewach tajemnicze wyrazy, a chłopi zaczynają szeptać, iż w dolinach zjawił się Titivillus - demon słów. Wyjaśnienia zagadki podejmuje się brat Gotfryd - inkwizytor - oraz jego dwaj druhowie, małopolscy rycerze Jaksa Gryfita i Lambert z Myślenic, dla których kłopoty to drugie imię.





Mam nadzieję, że teskt spodobał wam się tak jak mi! :)
To ostatni przed wpisem wydawniczym post z serii Debiutanckich Wspomnień. 
Zapraszam was w tym tygodniu na bloga, jeśli jesteście ciekawi tajemnic Wydawnictwa WasPos oraz podrzucam fanpage Grzegorza. Pamiętajcie, żeby się wspierać i nie doprowadzić do sytuacji, gdy autor autorowi wilkiem, więc kciuki w górę i miłego dnia!



UWAGA!
Jeśli chcesz się do nas zgłosić, nie czekaj! 
Napisz! 
Opowiedz nam w skrócie swoją historię i przedstaw nam swoją książkę, 
a my z pewnością przyjmiemy cię z otwartymi ramionami. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz