wtorek, 6 sierpnia 2019

#8 DW: Aleksandra Julia Kotela


Zapraszam was na jedne z najładniejszych, w mojej opinii, wspomnień. Po przeczytniu ich stwierdziłam, że chcę sięgnąć po książkę Aleksandry Koteli i myślę, iż z wami nie będzie inaczej. 
Sheeiren


Mała Kotela 

Wstęp mojej historii brzmi jak gotowy scenariusz dramatu o komediowym zabarwieniu: mała dziewczynka przygląda się mamie i jej wierszom, co kilka dni prosi, by ta przeczytała jeden z nich, a kiedy potrafi już czytać sama, pochłania zeszycik wielokrotnie. Nadchodzi dzień, w którym też chce się zmierzyć ze słowem jak mama, zanosi jej gotowy wiersz, a mama mówi: dziecko, ale to nie jest poezja, to raczej proza, książki mogłabyś pisać. Dziewczynka rwie kartkę na osiem nierównych kawałków i biegnie do pokoju. To koniec. 

Kilka lat później dziewczynka wyrywa z gazety zdjęcia pięknych ludzi, wkleja je do zeszytu, nadaje imiona i wymyśla niestworzone historie, ale nikt ich nigdy nie pozna. Ma słabość do świata wyobraźni, czasem znika w nim na pół godziny i nie pamięta drogi do domu, martwi się: czy jestem normalna? 

Mijają lata, dziewczynka staje się dziewczyną, potem kobietą, a liczne perypetie życiowe odpędzają ją sukcesywnie od myśli: ja muszę pisać. Co jakiś czas to wraca w postaci krótkich tekstów, poezji, ale kobieta nie wie, kim jest. Szuka. Boi się postawić wszystko na jedną kartę. Myśli nadal, że ma jakiś wybór. W końcu to spada na nią jak grom z jasnego nieba i odtąd wie, co ma robić. Bardzo ostrożnie, powoli staje się tym, kim zawsze była. 

Być sobą 

Mówi się, że było kilku takich, co to styl i warsztat otrzymali w darze od losu, ale według mnie więcej w tym legendy niż prawdy. Nikt nie siedział pod pierzyną któregoś z nich, licząc jak często szlifuje swój warsztat. Mój debiut jest ponoć udany. Kilku recenzentów pytało, jakim cudem debiut może być tak dobry. Otóż „Ręce ojca” mogły ujrzeć światło dzienne dopiero w chwili, kiedy wiedziałam, że dam sobie radę. Kilka lat wcześniej wydawało mi się, że nie mam nic ważnego do powiedzenia. Czekałam na ten moment, obserwując swój progres na kilka różnych poziomach doskonalenia się. Czytałam dużo dobrej literatury. Pisałam inną powieść. Nie chciałam powielić błędów pisarzy, którzy wydali powieść bardzo wcześnie i później musieli się jej wstydzić. Najznakomitsi z nich miewali słabe początki, ponieważ to jest normalne i ludzkie, ale ja nie widziałam powodu, by męczyć czytelników. To dla nich powstają słowa, to oni muszą z nimi się zmierzyć. 

Na odpowiedź TEGO wydawnictwa czekałam dosyć długo. Kilka miesięcy? Przyznam szczerze, że jego profil przypadł mi do gustu, ponieważ moi wydawcy dbają o kontakt z pisarzem i stronią od literatury popularnej. Marzyłam, by dali mi szansę, widziałam jakie wydają książki, wiec kiedy napisali – oszalałam. Moja powieść jest z pogranicza kultury niskiej i wysokiej, starałam się ofiarować chwytliwą, mocną historię, używając świadomie języka i podejmując wiele ważnych tematów, więc różnie to mogło być. Takie graniczne książki miewają ciężko, bo wydawca nie wie, do kogo są skierowane, ale ja byłam pewna, że muszę iść to drogą: połączyć dzikość historii z estetyką słowa. No i wydawnictwo uznało, że czas zaatakować te graniczne rejony. 

I teraz wiosłuj. Wiosłuj! 

Współpracę przy tworzeniu ostatecznej wersji powieści można porównać ze spływem kajakarskim rwącą rzeką w dół; cieszysz się jak dziecko, ale ciągle jakaś fala podmywa ci tyłek, musisz się skoncentrować, wiosłujesz, czasem za słabo, czasem za mocno, ale nadal jesteś na powierzchni. Dławisz się? Owszem. Endorfiny uderzają do głowy, chwilami zwątpienie przy większej fali, ale ciągle płyniesz przed siebie. Kilka dni przed premierą myślisz, że umrzesz, zejdziesz na zawał w tak młodym wieku i tyle! Premiera, dzień po i widzisz: pierwsza dobra recenzja, druga, kolejna i nie przestają. Oczywiście nie zadowolisz każdego i dobrze o tym wiesz, ale stało się coś ważnego: możesz już być tym, kim zawsze byłaś. Znalazłaś miejsce na siebie. 




RĘCE OJCA - ALEKSANDRA JULIA KOTELA


Bohaterka powieści szuka odpowiedzi na ważne pytanie: do jakiego stopnia człowiek jest odpowiedzialny za to, kim jest, kim się staje, czy w stawaniu się tym jest wolny, czy też ograniczony - genami, środowiskiem, w którym się rodzi, przeznaczeniem? Próbuje uporządkować swoje wnętrze i swoje życie, przemieszczając się i w czasie, i w przestrzeni, między Polską a Niemcami. Pozostaje nieustannie w drodze, co jest metaforą pragnienia przemiany. Szuka prawdy o swoim ojcu, którego nigdy nie znała, o jego przyjaźniach i miłościach, a okruchy rzeczywistości, o które się potyka, czynią z jej życia swoisty labirynt, zmuszający do ciągłych wyborów. Autorka stawia również pytanie, czy prawda musi być wyzwalająca, czy odkrywając ją, Julia nie zgubi siebie, a rozwiązanie rodzinnej zagadki przyniesie ulgę - najbliższym ludziom, jej samej, czytelnikowi. A może chodzi o to, że historię trzeba opowiedzieć, by nie zwariować? 
Tak, jak bohaterka tropi ślady przeszłości, Kotela szuka własnego stylu, stapiając w jedno powieść drogi, kryminał i romans, pisze więc rzecz - w podwójnym sensie - o próbie wyzwolenia się, o pragnieniu wolności. 


Mam nadzieję, że po tym wpisie Aleksanda zyska wielu fanów, bo przyznajcie, że post jest świetny!




UWAGA!
Jeśli chcesz się do nas zgłosić, nie czekaj! 
Napisz! 
Opowiedz nam w skrócie swoją historię i przedstaw nam swoją książkę, 
a my z pewnością przyjmiemy cię z otwartymi ramionami. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz