poniedziałek, 21 stycznia 2019

#8 PW: Paweł Majka

Cześć i czołem!
Przed wami Paweł Majka - urodzony człowiek fantastyki, fan uniwersum Metro 2033, w którym sam wydał też swoje powieści. Na przestrzeni lat publikował swoje teksty w pismach i portalach internetowych. Jego opowiadania znaleźć można w antologiach: „Nowe Idzie”, „Science Fiction”, „Kanon Barbarzyńców”, „Tempus Fugit”, „Rok po końcu świata”.
Oto jego Pisarskie Wspomnienia, zapraszam!



Odnoszę wrażenie, że moda na polską fantastykę, a szanse dla debiutantów są z tą modą bardzo silnie powiązane, przychodzi i odchodzi falami. Na przykład w okolicach 2005 roku, gdy ukazał się pierwszy tom „Pana lodowego ogrodu” Jarosława Grzędowicza, Fabryce Słów udało się wypromować polską fantastykę. Nakładem tego wydawnictwa, a także wydawnictwa Runa, przez kilka lat ukazywało się mnóstwo polskich powieści. Co więcej, obaj wydawcy inwestowali w antologie opowiadań, do których zapraszali także debiutantów (często na zasadzie konkursu). Mnie w ten sposób udało się trafić do antologii „Tempus fugit” Fabryki Słów, wydanej w 2006 roku.
Kiedy trafia się taki boom, debiutanci mają prościej. Nie tylko ukazują się antologie, ale dobrze prosperują też pisma. W tamtych latach, oprócz Nowej Fantastyki, która istnieje do dziś, prężnie działało bardzo otwarte na debiutantów Science Fiction Fantasy i Horror. W tym właśnie piśmie debiutował m.in. Robert Wegner. Ale pisywali tam także m.in: Łukasz Orbitowski, Dawid Kain, Sebastian Uznański, Szczepan Twardoch. No i ja.
Niestety, po każdym boomie przychodzi flauta i tak też stało się na naszym rynku. Wydawnictwo Runa upadło, a Fabryka Słów poważnie ograniczyła swoje otwarcie na debiutantów. Z rynku zniknęło SFFiH, a antologie praktycznie przestały się ukazywać. Próbowało z tym walczyć wydawnictwo Powergraph i przez kilka lat był to jeden z nielicznych wydawców, który rzeczywiście stawiał na debiuty. Ale przedostać się przez ich sito było niełatwo. 
W 2014 roku było na rynku fantastycznym naprawdę ciężko dla polskich debiutantów. Królowali albo już uznani autorzy albo pisarze zachodni. Wtedy pojawił się pomysł stworzenia wydawnictwa wręcz nastawionego na debiutantów. Kiedy w 2014 zgłosili się do mnie ludzie z wydawnictwa Genius Creations (wtedy jeszcze nie wiedzieli, że tak się będą nazywać), miałem na swoim koncie kilka opowiadań (w tym jedno nominowane do Zajdla), ale nie udawało mi się przebić do wydawców z żadną powieścią (wysłałem dwie, jedna ukazała się potem u innego wydawcy i dostała nominację do Zajdla oraz wygrała Żuławskiego – przechwalam się, by zwrócić uwagę na to, że brak odpowiedzi od wydawcy, albo negatywna odpowiedź nie przekreśla powieści). GC wyszło mi naprzeciw, „Pokój Światów” był debiutem powieściowym zarówno dla mnie jak i dla nich. I chyba udanym. Otrzymał sporo nominacji do rozmaitych nagród (w tym Zajdla) i zdobył nagrodę główną im. Żuławskiego. Potem poszło z górki i wydawcy sami zaczęli się do mnie zgłaszać.
Ja zaczynałem od opowiadań. Ułożyłem plan, który wydawał mi się wtedy sprytny – przygotowałem kilka opowiadań i wysłałem je niemal równocześnie wszędzie, gdzie się dało. Sądziłem, że takie zalanie rynku Majką zwróci na mnie uwagę wydawców. Nie przewidziałem, że nie każde z pism zareaguje na moje opowiadania z entuzjazmem. Udało mi się więc opublikować tekst w antologii FS, na portalach Esensja i Fahrenheit, w piśmie SFFiH, ale już nie w Nowej Fantastyce i jeszcze jednym ukazującym się wówczas piśmie. Niemniej pewien efekt osiągnąłem – zostałem zaproszony do antologii „Kanon Barbarzyńców” (też FS), a potem do ważnej antologii wydawnictwa Powergraph „Nowe idzie”. Podejrzewam, że dzięki tym wszystkim opowiadaniom zauważyli mnie ludzie z Wydawnictwa Insignis, którzy zaproponowali mi napisanie powieści osadzonej w świecie Metro 2033.
Tak więc, warto pisać opowiadania.

Obecnie wciąż trwają dobre czasy dla polskiej fantastyki i debiutantów.

Odnoszę wrażenie, że Genius Creations pokazało, iż warto inwestować w nowych autorów. GC wciąż działa, ale nie jest już samo na rynku. Debiutanci publikują np. w SQN, czy Uroboros. Otworzyła się na nich trochę Fabryka Słów, choć głównie w swoich cyklach post apo. Istnieją wydawnictwa starające się promować polski horror. „Fantazmaty” stały się swego rodzaju marką i pozwalają młodym autorom debiutować w seryjnie wydawanych antologiach. Pojawił się zin: „Smokopolitan” i można powiedzieć, że wszedł przebojem na rynek, bo każdego roku co najmniej jedno opowiadanie z niego otrzymywało nominację do nagrody Zajdla. Namnożyło się konwentów, a jeden z nich wyrósł na bodaj największy w Europie. Znów jest dobrze. Warto wykorzystać ten moment, bo jeśli reguły się nie zmieniły, po tym boomie może nadejść kolejna flauta przynosząca na powrót trudne czasy dla debiutantów.
Należę do tych autorów, którzy cenią opowiadania, traktują je jak szkołę pisania. Tak się jednak składa, że dziś łatwiej debiutować powieścią niż opowiadaniem. Kuszą młodych twórców wydawnictwa typu vanity. Nie będę oryginalny, jak wielu innych odradzam korzystanie z tej drogi. Wiem, że wydaje się wygodna dla każdego, kto nie grzeszy cierpliwością. A bądźmy szczerzy, żaden autor przed debiutem nią nie grzeszy. Ale vanity najczęściej nie oferuje redakcji z prawdziwego zdarzenia, a nie ma ważniejszej rzeczy dla młodego autora niż praca z zawodowym redaktorem. Uczymy się pisać przez całe życie, ale te pierwsze kroki są najważniejsze. Trzeba nauczyć się przyjmować redaktorskie uwagi i poprawki, ale równocześnie nauczyć się walczyć o swoje tam, gdzie mamy o co. Przede wszystkim trzeba przejść przez tych kilka – kilkanaście pierwszych redakcji, żeby zobaczyć jak bardzo mogą nam one pomóc. Dobry redaktor pokaże nam nasze błędy, potknięcia, niedociągnięcia. Pomoże nam i naszemu dziełu. Dlatego warto zacisnąć zęby i na takiego redaktora poczekać. I druga sprawa – jakkolwiek to miłe uczucie: trzymać w rękach wydaną własną powieść, to jednak jeszcze przyjemniej jest, gdy jest to powieść, w którą zainwestował ktoś jeszcze oprócz nas samych. Kiedy to Wy płacicie wydawcy za to, by Was wydrukował, nigdy nie wiecie, czy zrobił to dlatego, że uznał Wasz tekst za cenny. Kiedy to ktoś płaci Wam, macie pewność, że doszedł on do wniosku, że napisaliście na tyle dobre dzieło, że warto w nie zainwestować.
Z mojego doświadczenia wynika też, że przydaje się udział w życiu fandomu. Znaczna część wydawców fantastyki to właśnie ludzie, którzy z fandomu wyrośli. Spotkacie ich na konwentach (na tych największych będą pewnie zabiegani, dlatego czasem dobrze jest pojechać na mniejsze). Co więcej, fandom to naturalne środowisko dla fantasty, to tam gromadzą się jego czytelnicy. Ja czuję się na konwentach jak w domu, za każdym razem uczestnictwo w nich podładowuje mi baterie. Bo otaczają mnie tam ludzie pod pewnymi względami podobni do mnie. Nie wszyscy obecni dziś na rynku autorzy fantastyki wyszli z fandomu, ale zdecydowana większość z nas uczestniczyła w konwentach i innych tego typu wydarzeniach zanim jeszcze zaczęliśmy publikować. To podczas konwentów możecie poznać swoich przyszłych czytelników, kolegów po piórze, redaktorów, a może nawet i wydawców. Tam rodzą się czasem wspólne inicjatywy. Dla przykładu: zaproszenie do udziału w antologii „Nowe idzie” otrzymałem właśnie podczas konwentu. Poznałem wtedy młodego przepełnionego entuzjazmem faceta, mogliśmy porozmawiać zamiast wymieniać się nieco bezosobowo mailami. I to wystrzeliło. Ów facet to Michał Cetnarowski, obecnie uznany autor, redaktor kilku antologii i szef działu polskiego Nowej Fantastyki. Jesteśmy kumplami, wciąż trafiają nam się wspólne projekty. Nie sądzę, by to wszystko było możliwe, gdybyśmy się nie spotkali na konwencie.







POKÓJ ŚWIATÓW - PAWEŁ MAJKA

I wojna światowa była tragedią, ale nie skończyła się tak, jak mówią podręczniki historii. Na Ziemi wylądowali Marsjanie. Inwazja została odparta, a uwięziony na powierzchni planety najeźdźca zasymilowany, jednak odtąd nic już nie było takie jak dawniej.
Sprowadzone przez Obcych mitbomby uwolniły energię wiary, która ożywiła postaci z mitologii, baśni i legend. Domy otoczono ochronnymi barierami, boscy patroni strzegą poszczególnych miast, po ulicach przechadzają się upiory i magowie. Miejsce dawnych państw zajęły spółki handlowe, Republika Narodów i na pół świadome państwa-organizmy: Wieczna Rewolucja, Wiekuista Puszcza czy Matka Tajga.
Czego poszukuje zorganizowana przez Nowakowskiego – bogatego krakowskiego Marsjanina – ekspedycja na wschód? Trwają lata Pokoju, ale wyprawa sterowcem nad Kresami Rzeczypospolitej nigdy nie należała do bezpiecznych… Czy barwna zbieranina indywidualności – opętany przez nienawiść Mirosław Kutrzeba, stworzony w laboratorium ślepy bóg Szuler Losu, uzależniony od czarciego mleka były inspektor kolejowy Grabiński, cyganka Sara, olbrzym Burzymur i naiwny Jasiek – wie, na co się porwała?
Zamieszkująca ciało Kutrzeby zmora dopilnuje, żeby nie zapomniano o zemście.

Dopisek od autora: To właśnie "Pokój Światów", czyli powieść, którą debiutowaliśmy wspólnie z Genius Creations. To drugie wydanie - specjalne, z twardą okładką, ilustracjami i dodatkowymi tekstami poświęconymi Mitoświatowi, jak czytelnicy nazwali to uniwersum. Chciałem, żeby ukazało się tylko w 50 egzemplarzach, aby było naprawdę elitarne, ale wydawca musi myśleć ekonomiczniej, więc wybrał nakład 500 egzemplarzy. Też dość elitarnie, ale i opłacalnie.

Sheeiren: Polecam obadać to wydanie. Ilustracje są przepiękne! -> click






Serdecznie dziękuję Panu Pawłowi za ten tekst. Przyznam niechętnie, że napisałam wiadomość o horrendalnej godzinie, bo gdzieś po pierwszej w nocy, o ile dobrze pamiętam. Rano, tego samego dnia, o ósmej - całe siedem godzin później - miałam na skrzynce już gotowy tekst z dopiskiem: OK, akurat miałem chwilę. Podsyłam propozycję tekstu. Pozdrawiam.

Takie wiadomości po samej pobudce to lubię! Aż chce się prowadzić GW :)
Fanpage Pana Pawła -> click

Z racji, że sama jestem w “oby-debiutanckiej” sytuacji, gdyż wysłałam swoją książkę - też właśnie fantastykę - w świat i ślęczę nad skrzynką mailową, czekając na jakąś odpowiedź, tekst pana Majki dał mi trochę do myślenia. Mogę nawet powiedzieć, że zmotywował, a myślałam, że to niemożliwe, aby taką dawkę pozytywnego kopa oraz szczerych rad zapakować w dwie strony A4. 

“Obecnie wciąż trwają dobre czasy dla polskiej fantastyki i debiutantów.”

Czy nie jest to coś, co wręcz chcieliśmy usłyszeć? Czy nie tego szuka przyszły autor, zastanawiając się, co zrobić ze swoim tekstem? 

Wysyłam do wydawnictw dużo maili z pytaniami jako Gdzie wydać?. Dostaje odpowiedź może od… 15% z nich? Za każdym takim “posiedzeniem”, gdzie nie robię nic poza wklejaniem tekstu i klikaniem “wyślij”, znajduję jakieś nowe wydawnictwa. To na facebook’u, to poprzez fora czy innych ludzi. Dosłownie zawsze odnajduję takie, do którego jeszcze nie napisałam z prośbą o odpowiedzenie na pytania. Myślę, że powinno to nas - autorów amatorskich - napędzić do pracy nad sobą i swoimi tekstami, bo przecież nie ma nic za darmo. Pot, krew i łzy to wciąż po części aktualna waluta ;)

Weźmy sobie rady Pana Pawła do serca i… do pracy rodacy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz