poniedziałek, 14 stycznia 2019

#3 DW: Maria Zdybska



    Po przerwie witam Was w kolejnej odsłonie cyklu Debiutanckie Wspomnienia! Dziś obecnością uraczy nas Maria Zdybska - autorka “Wyspy Mgieł”. Zobaczcie, co ma Wam do powiedzenia ta niecierpliwa oraz jakże piracka dusza.




   Nie jestem osobą przesadnie cierpliwą. Otwarcie przyznaję się też, że bywam uparta i niezwykle trudno mi zachować racjonalne myślenie i spokój, gdy czekam na coś ważnego! Czasami jestem przez to pewnie nie do zniesienia, zwłaszcza, że lubię podejmować się coraz to nowych wyzwań, impulsywnie, ale za to wkładając w to całe serce. Lubię jak coś się dzieje, nienawidzę zastoju i od zawsze jestem niespokojnym duchem. Te wszystkie cechy robią ze mnie doprawdy niewdzięczny materiał na pisarskiego debiutanta, bo przecież każdy rozsądny pisarz powie wam, jak istotna jest w tym fachu cierpliwość i jak dużo sił trzeba poświęcić na… czekanie. 
Patrząc na moją, krótką na razie literacką ścieżkę, wydaje mi się, że pisarz właściwie ciągle na coś czeka. Najpierw odlicza dni, znaki i strony do ukończenia swojej książki, potem wysyła i czeka na odpowiedź od wydawcy, czeka na umowę, potem na poprawki redakcji, na poprawki poprawek, na korektę, na skład, na okładkę, na publikację, w końcu na recenzje i na reakcje czytelników. Obecnie czekam na premierę swojej drugiej książki i z przykrością stwierdzam, że nadal niezwykle trudno mi zachować stoicki spokój! Na szczęście nauczyłam się tą niecierpliwą nadpobudliwość przekuwać w pokłady zapału do pracy.
Całe szczęście na odpowiedź w sprawie „Wyspy Mgieł” nie musiałam czekać zbyt długo. Surowy tekst wysłałam do kilku wydawnictw, nie obiecując sobie zbyt wiele, co oczywiście nie oznacza, że nie umierałam z nerwów sprawdzając potem skrzynkę wiadomości. Co ciekawe, „Wyspa…” jest moim pierwszym poważnym tekstem po bardzo długiej przerwie od pisania. Chociaż historie tworzę od zawsze, to w pewnym momencie nadszedł dla mnie czas, kiedy zajęłam się studiami, potem pracą i w końcu wszystkim tym, co wiąże się z tak zwanym dorosłym życiem. Na pisanie zwyczajnie nie miałam czasu, pozostała miłość do książek i ta moja niepokorna, impulsywna natura. Dopiero po długiej przerwie wróciłam do tworzenia i wtedy poczułam, że to nierozerwalna część mnie, że to naprawdę kocham. Nadal nie wierzyłam jednak, że mogę stać się prawdziwym pisarzem, zwłaszcza, że naczytałam się o tym jak trudno jest w Polsce zadebiutować, zwłaszcza bez wyrobionego nazwiska, wygranych konkursów czy znajomości. Wydanie własnej książki stało się więc dla mnie jednym z marzeń, które sklasyfikowałam jako zasadniczo nieosiągalne. Wydaje mi się, że wiele osób, które nie wierzą w siebie tak właśnie robi, a potem nieświadomie sabotuje własne dążenia do ich realizacji. 
Kiedy zabierałam się za pracę nad „Wyspą…”, nie wierzyłam w to, że może stać się „prawdziwą książką”. Właściwie w ogóle o tym wtedy nie myślałam, sam proces twórczy sprawiał mi po prostu ogromną frajdę. Dopiero po napisaniu całego tekstu zaczęłam marzyć o publikacji. Pomyślałam, że nawet jeśli wydawcom się nie spodoba, to przecież nie popadnę w czarną rozpacz, bo jestem już dorosłą, w miarę poważną osobą, ale jeżeli ktoś jakimś cudem ten tekst weźmie, to będzie to spełnieniem marzeń i ta myśl dodawała mi otuchy. 

Kiedy odebrałam telefon od Marcina Dobkowskiego z Genius Creations zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć, bo po prostu mnie zatkało. Przysięgam, że prawie dostałam zawału; zawsze myślałam, że takie decyzje komunikowane są na piśmie, tymczasem Marcin po prostu zadzwonił do mnie na komórkę, bez ostrzeżenia i jak gdyby nigdy nic zaczął dyskutować o tekście, co w nim gra, a nad czym trzeba jeszcze popracować. Do dziś mamy świetny, bezpośredni kontakt.
Na koniec muszę jeszcze dodać, że ogromnie mi miło, że mogę opowiedzieć o moim debiucie na waszym blogu. Świetnie pamiętam jak przekopywałam się przez wasze zasoby, zanim jeszcze nacisnęłam magiczny „enter”, wysyłając wiadomość do wydawcy. Teraz, już po debiucie, nadal chętnie tu zaglądam i trzymam kciuki za wszystkich, którzy tak jak ja, szukają informacji o tym jak spełnić swoje pisarskie marzenia!



    WYSPA MGIEŁ - MARIA ZDYBSKA

Czasami dwie dusze łączy więź silniejsza niż śmierć.

Ona – przybrana córka pirata, uratowana z morskiej kipieli. W jej przeszłości ukryty jest klucz do potężnej mocy, która może przynieść wybawienie lub zgubę.

On – potężny mag, wyrzutek, arogant i sybaryta. Od lat poszukuje, choć sam nie wie, czego i dlaczego.

Kiedy jednak ich drogi się spotykają, przejmują nad nimi kontrolę siły potężniejsze od nich samych. Bogowie i demony, nieumarli i czarnoksiężnicy, zapomniana magia i stracone życia – droga do ich poznania zaczyna się na tajemniczej Wyspie Mgieł.

“Wyspa Mgieł” to powieść young–adult fantasy przesiąknięta zapachem morza, pełna przygód, barwnych opisów i fantastycznych istot. Poznaj losy wyrzuconej przez morze Lirr i daj się oczarować tajemniczemu magowi o imieniu Raiden. 

~ Melissa Darwood, autorka Pryncypium, Larista i Luonto 



Witajcie!
Ponownie przychodzę do Was z fantastyką. Mam nadzieję, że nie macie jej dość, ponieważ Maria serwuje ją w naprawdę ciekawej i wciągającej formie! Żal nie przeczytać, trust me. Sama dałam się porwać opowieści o piratach, miłości i przeznaczeniu, a nie jestem jakąś ogromną fanką morza - to powinno mówić samo za siebie :)
Jeśli ktoś chce poczuć namiastkę klimatu Wyspy, polecam tę piosenkę! -> click
Serdecznie zapraszam was też na fanpage Marii -> click


UWAGA!
Jeśli chcesz się do nas zgłosić, nie czekaj! 
Napisz! 
Opowiedz nam w skrócie swoją historię i przedstaw nam swoją książkę, 
a my z pewnością przyjmiemy cię z otwartymi ramionami. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz