wtorek, 26 kwietnia 2016

#7 PW: Patrycja Gryciuk

Patrycja Gryciuk
Witam, witam!
Dziś poznacie historię Patrycji Gryciuk, autorki książek „Plan” oraz „450 stron”!
Przy okazji chciałabym Was prosić, żebyście w komentarzach zostawiali mi swoje propozycje autorów, których historię chcielibyście przeczytać. Oczywiście w zasięgu mojej ręki są jedynie polscy autorzy. Chętnie podręczę ich mailami/wiadomościami, więc piszcie śmiało, a zrobię co w mojej mocy! ☺




Patrycja Gryciuk „Pisarskie wspomnienia”.
Tekst na stronę „Gdzie wydać”. Listopad 2015.
Pisanie to najczęściej pasja. Jednak na samym pisaniu się nie kończy, bo szybko człowiek zdaje sobie sprawę, że nie pisze tylko dla siebie. Wtedy zaczynają się dylematy: wydać to czy nie? I czy TO w ogóle nadaje się na książkę? Jak już ogarniecie ten temat i przejdziecie przez trudny etap wysyłania tekstu znajomym do oceny, poprawiania, edycji, korekt i innych takich, można zacząć myśleć o wydaniu. Każdy, kto choć trochę siedzi w temacie wie, że książkę można dziś wydać na kilka sposobów.
• Tradycyjnie z istniejącym na rynku wydawcą, który podejmuje 100% ryzyka i inwestuje swoje pieniądze w nasze dzieło; jest całkowicie odpowiedzialny za jego promocję i sprzedaż.
• Ze współfinansowaniem autora: tutaj też książka pojawia się w wydaniu papierowym, ale część kosztów ponosi sam autor.
• Z wydawcą internetowym, w formie e-booka, którego powstanie finansuje wydawca.
• W systemie self-publishingu na papierze, gdzie autor sam płaci za cały proces, zajmuje się promocją i sprzedażą.
• W systemie self-publishingu elektronicznie, gdzie koszty również ponosi autor.
• Na własnym blogu, publikując jej fragmenty, lub całość za darmo.
Wszystko zależy od tego, jak sam autor podchodzi do sprawy. Ogólna opinia w Polsce mówi, że najlepiej wydać książkę tradycyjnym sposobem, z dobrym wydawcą. A jak to było w moim przypadku?
Z moim debiutem, pt. „Plan” było tak, że po zapoznaniu się z regułami wydania książki drogą tradycyjną, postanowiłam, że wydam tę powieść sama. Darmowe odstąpienie praw autorskich do tekstu, nad którym pracowałam sześć lat wydało mi się wtedy nie do przejścia. Nie wysyłałam więc maszynopisu żadnemu wydawcy, a znalazłam firmę, która zajmowała się tym profesjonalnie: Poligraf.
Sama nie wiem, czy było w tym więcej szaleństwa czy odwagi, pewnie mieszanka jednego i drugiego. Proces ten, czyli self-publishing, kosztowny i zawiły dla laika, ma sens, kiedy autor jest w stanie zająć się promocją i dystrybucją swojego dzieła. Tak nie było w moim przypadku. Oczywiście, próbowałam na własną rękę promować moją książkę, spędziłam nad tym najpierw całe tygodnie, a później miesiące. Niestety z marnym rezultatem. Machina promocyjna świata wydawniczego bardzo szybko sprowadziła mnie na ziemię. Nieznana debiutantka, bez sztabu profesjonalistów i pieniędzy (bo wszystkie poszły na wydanie!) nie miała szans na wielki sukces. I treść czy jakość mojej książki nie miały tutaj żadnego znaczenia, bo Poligraf świetnie ją wydał. Ale wiecie co? To nie poszło na marne. W ciągu dwóch lat udało mi się zaistnieć w internecie. Dużo osób słyszało o „Planie”, książka ruszyła powoli ze sprzedażą, a ja zaczęłam otrzymywać coraz to więcej wiadomości od zadowolonych czytelników.
To dwuletnie doświadczenie uzmysłowiło mi jednak, że wolę skupić się na pisaniu niż na promocji i sprzedaży, bo po pierwsze tego nie lubię, a po drugie w ogóle się na tym nie znam. Dlatego z moim drugim tekstem ruszyłam już do tradycyjnych wydawców. Najtrudniejszą częścią tego wszystkiego było napisanie listu, który miał zachęcić potencjalne wydawnictwo do przeczytania mojej książki. I przyznaję, że było to trudniejsze niż praca nad dwoma powieściami i zajęło dużo czasu. W końcu, rękopis „450 Stron” został wysłany do około trzydziestu wydawnictw. Pierwsze odpowiedzi przyszły po czterech dniach, inne później. W sumie zainteresowanie książką wyraziło sześć wydawnictw, z czego dwa oficjalnie zaproponowały mi jej wydanie. Czwarta Strona, z którą ostatecznie podjęłam współpracę, odezwała się do mnie po ośmiu tygodniach od wysłania przeze mnie wiadomości. Czasowo więc, chyba nie ma reguły na to, ile trzeba czekać. Wiadomo, że czekanie jest bardzo trudne dla autora, ale jasne jest też, że w tych sprawach nie można i nie da się spieszyć.
„450 stron” to książka o pisaniu i o całym procesie wydawniczym. Wszystkich zainteresowanych tematem, zachęcam więc do jej lektury. Tymczasem, jeżeli miałabym jeszcze raz zaczynać moją przygodę z pisaniem, to chyba nic bym nie zmieniła. To, że wydałam moją pierwszą powieść sama, sporo mnie nauczyło. Natomiast mój aktualny wydawca daje mi możliwość zaprezentowania się większej publiczności i sprawia, że książka jest w księgarniach. Cierpliwość i determinacja to słowa kluczowe w tej bajce. Nie zniechęcajcie się, bo warto spełniać marzenia!
Patrycja Gryciuk

Self-publishing jest ciężką sztuką, o czym możemy się przekonać na powyższym przykładzie. Wymaga wielu nerwów, pieniędzy i załatwiania rzeczy, które z reguły nie leżą w naturze pisarza i nie powinny należeć do jego obowiązków. Może to być opłacalne w sytuacji, gdy ma się doświadczenie w prowadzeniu podobnej dystrybucji lub wykształcenie z zakresu marketingu Albo kiedy jesteś popularnym blogerem/BookTuberem/YouTuberem, wtedy rzesze fanów, jak posłuszne małpki, pójdą do sklepów i kupią książkę idola.
W innym wypadku ‒ to mało opłacalne.
Jednak każdy powinien wybrać sam, którą drogą pójść. My, na Gdzie wydać?, dajemy Wam jedynie karty, całą talię możliwości, z których możecie korzystać i zdecydować się na tę najwłaściwszą ☺


Serdecznie dziękuję Pani Patrycji, że zechciała napisać dla nas ten krótki tekst. Doceniamy! Zarazem zachęcam do zapoznania się z jej twórczością.

8 komentarzy:

  1. Andrzej Sapkowski, BŁAGAM!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z przedmówcą! A jak już lecą takie górnolotne marzenia, to ja zaproponuję Jacka Dukaja.
      Swoją drogą w tekście pani Gryciuk najbardziej dały mi do myślenie te sposoby na wydanie książki. Dla mnie byłoby ciekawe poczytać coś więcej o każdym z nich, jak wygląda, z czym się wiąże, jakie mają plusy i minusy. W końcu, mniej ryzykownie dowiedzieć się tego od kogoś, niż dopiero na własnym doświadczeniu.

      Usuń
    2. Może jeszcze Pilipiuk do tego? :P
      Nie no, tak serio, myślmy racjonalnie i mierzmy siły na zamiary. Sapkowski to stary facet, odcięty totalnie od technologii, więc nie mam możliwości skontaktowania się z nim. Chyba że znajdziecie mi jego adres do korespondencji, to chętnie napiszę list - ręcznie, na kartce papieru - i będę liczyć na cud, że odpisze xd

      Do Dukaja znalazłam jakiegoś maila, więc spróbuję, ale nie liczyłabym na zbyt wiele. Pilipiukiem tak rzuciłam, ale do niego również nie znalazłam żadnego kontaktu - co ci Andrzeje mają do technologii?

      Jak widzicie to nie takie proste, ale wciąż czekam na kreatywne propozycje :D

      Usuń
  2. Może Michał Gołkowski z Fabryki Słów, który pisze postapo. Wydał już ok. 8 książek.
    Proponuję także Jakuba Ćwieka. Wydał kilka powieści w Fabryce Słów, ale więcej w wydawnictwie SQN.
    Kolejnym autorem jest Jacek Łukawski. Niedawno debiutował książką pt. "Kraina Martwej Ziemi. Krew i Stal" w wydawnictwie SQN.
    Poleciłabym też Jacka Piekary, ale nie ma on swego fanpage'a, nie wiem także, jak się z nim skontaktować, więc raczej nie za bardzo jest możliwość z nim korespondować. Byłam na spotkaniu autorskim Piekary i bardzo przyjazny, więc mógłby się zgodzić, jeśli tylko byłaby możliwość kontaktu z nim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znamy te nazwiska, znamy. Wątpimy jednak, że ich właściciele poświęcą nam czas. Jednak warto spróbować :D

      Usuń
  3. Możecie przeprowadzić wywiad z wydawnictwem Pascal? ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tylko będą skorzy odpowiedzieć... :)

      Usuń
  4. a zrobię co w mojej mocy!
    Przecinek przed co.

    Każdy, kto choć trochę siedzi w temacie wie
    Przecinek przed wie.

    Ze współfinansowaniem autora: tutaj też książka pojawia się w wydaniu papierowym, ale część kosztów ponosi sam autor.
    Kwik. Wbrew temu, co piszą firemki vanity, w takim przypadku tak naprawdę autor ponosi WSZYSTKIE koszty plus płaci prowizję firemce, która, zgarnąwszy kasę, nie ma już większego interesu w tym, czy książka się sprzeda, czy nie, bo oni już swoje zarobili. Smutne, ale prawdziwe.

    Na własnym blogu, publikując jej fragmenty, lub całość za darmo.
    Bez przecinka przed lub.

    Z moim debiutem, pt. „Plan” było tak
    Bez przecinka.

    Darmowe odstąpienie praw autorskich do tekstu, nad którym pracowałam sześć lat wydało mi się wtedy nie do przejścia.
    Prawa autorskie są niezbywalne, odstąpić na czas trwania umowy można jedynie prawa majątkowe. // Przecinek przed wydało.

    W końcu, rękopis „450 Stron” został wysłany do około trzydziestu wydawnictw.
    Bez przecinka.

    Czasowo więc, chyba nie ma reguły na to,
    Bez przecinka.

    Wszystkich zainteresowanych tematem, zachęcam więc do jej lektury.
    Kolejny zbędny przecinek.

    wtedy rzesze fanów, jak posłuszne małpki
    Awww, jakie to uroczo pogardliwe, bhawo ty.

    OdpowiedzUsuń