piątek, 8 stycznia 2016

#2 Wywiad: Remigiusz Mróz

Remigiusz Mróz — polski pisarz, autor powieści oraz cyklu publicystycznego „Kurs pisania”. Pochodzi z Opola, na studia wyruszył do Warszawy, gdzie — jak sam o sobie pisze — dumnie narzucił na plecy płaszcz słoika. Ukończył studia administracyjne na Akademii Leona Koźmińskiego, tam też uzyskał stopień naukowy doktora nauk prawnych. Zadebiutował w 2013 roku w wieku 26 lat w wydawnictwie Damidos kryminałem „Wieża milczenia”. Autor książek: „Chór zapomnianych głosów”, „Turkusowe szale”, cyklu wojennego „Parabellum”, „Kasacji” i „Zaginięcia” wchodzących w skład serii thrillerów prawniczych oraz „Ekspozycji”.
Dla Gdzie wydać? Pan Remigiusz zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań.
Zapraszam!



Gdzie wydać?: Na koncie dziewięć wydanych pozycji, kolejnych dwadzieścia (albo i więcej) podobno czeka w szufladzie na swoją kolej. Proszę mi powiedzieć, jak to się robi? Jak osiąga się tak wspaniały sukces w tak krótkim czasie i tak młodym wieku? W końcu od Pańskiego debiutu minęło dopiero nieco ponad dwa lata.
Remigiusz Mróz: Obiecuję, że odpowiem wyczerpująco, jak tylko go osiągnę – a na razie mogę powiedzieć tylko tyle, że istnieje pewna złota trójca, która przy odpowiedniej determinacji jest właściwie gwarancją pisarskiego powodzenia. Ta trójca to „czytanie, pisanie, redagowanie”. Każdy z tych elementów powinien być praktykowany do przesady… nie, ponad przesadę, ponad wszelkie racjonalne i zdroworozsądkowe normy. Czytać trzeba na potęgę, pisać na potęgę, a potem poprawiać to, co się napisało, również na potęgę.
Cechuje Pana nie tylko rozbieżność gatunkowa pisanych powieści, ale również szeroki wachlarz reprezentujących Pana wydawnictw. Czym kierował się Pan wybierając pierwsze wydawnictwo? Dlaczego współpracuje Pan z wieloma oficynami, zamiast zagrzać miejsce na stałe w jednej?
Prosta odpowiedź jest taka, że mam sporo pozycji w szufladzie, więc nie dochodzi do konfliktu interesów – mogę jednemu wydawcy zaproponować to, drugiemu coś innego. W tej chwili tak naprawdę współpracuję z dwoma oficynami, ale trudno mi powiedzieć, czy ten stan będzie trwał – na pewno ma to swoje plusy, ale i minusy.
Zaczęło się zaś od tego, że rozesłałem kilka książek do paru wydawnictw – kiedy zostały przyjęte do druku, wszystko potoczyło się samo, a logicznym rezultatem była współpraca z kilkoma oficynami równocześnie.
Czy zdradzi Pan, z którym wydawnictwem współpracowało/współpracuje się Panu najlepiej?
Nie zdradzę! Ale powiem, że nie mam żadnych złych doświadczeń – ze wszystkimi współpracowało mi się bardzo dobrze. Wydaje mi się, że klucz tkwi w tym, by obie strony traktowały się po partnersku – w końcu i wydawcy, i autorowi zależy na tym samym. Pewnie, zdarzają się różnice zdań (a nawet powinny się zdarzać!), ale ostatecznie wszystko sprowadza się do tego, by obydwie strony były otwarte na konstruktywną rozmowę, w której aspekty ambicjonalne schodzą na drugi plan, a na pierwszy wysuwa się to, co najważniejsze w tej relacji – książka.
Z doświadczenia Remigiusza Mroza: Jak przetrwać proces wydawniczy w miarę bezboleśnie i o zdrowych zmysłach? Jak nie zwariować przed debiutem?
Chyba nie uniknę komunałów, ale tylko dlatego, że w tym przypadku naprawdę mają sens. Przede wszystkim trzeba podejść do swojej książki z pokorą i stać się swoim największym krytykiem. Tylko w ten sposób możemy się rozwijać, a przy okazji nie zwariujemy – bo kiedy redaktor powie nam, że coś w tym czy innym momencie zgrzyta, my tylko skiniemy głową, doskonale tego świadomi. W przeciwnym wypadku istnieje niebezpieczeństwo, że nabawimy się arogancji i przekonania o własnej nieomylności. A to zawsze dzieje się ze szkodą dla książki.
Z racji na wykształcenie zna się Pan trochę na prawie. Większość osób nie ma jednak takiego komfortu. Ma Pan jakieś rady, na jakie kruczki prawne należy zwrócić uwagę przy podpisywaniu umowy wydawniczej?
Właściwie trudno w umowie autorskiej zawrzeć jakieś niedostrzegalne kruczki, które mogłyby zaszkodzić autorowi. Żadnemu wydawcy zresztą na tym nie zależy, bo nie chce robić sobie problemów, a tym bardziej zniechęcać potencjalnego twórcę bestsellerów. Wydaje mi się, że wystarczy spokojnie, uważnie przeczytać umowę, skrupulatnie analizując każde postanowienie – a jeśli są jakieś wątpliwości, dopytywać. Oczywiście inną sprawą jest wynagrodzenie, czas trwania licencji i szereg innych spraw, które co do zasady reguluje rynek – w tych kwestiach dobrze jest się zawczasu rozeznać, choćby korzystając z Google’a, dołączając przez znajomego pisarza do odpowiedniej grupy na Facebooku, etc.
Jak wspomina Pan swoje pierwsze spotkanie z czytelnikami?
Niesamowicie! Miało to miejsce na Targach Książki w Krakowie, atmosfera dla moli książkowych była wręcz upajająca – cała hala wypełniona tym, co kochamy. Otoczka wprost wymarzona. Nie wiedziałem do końca, czego się spodziewać i przypuszczałem, że przyjdzie kilka osób, tymczasem frekwencja mile zaskoczyła – nie tylko mnie, ale i wydawcę. Na długo zapadł mi w pamięć szeroki uśmiech dyrektora działu marketingu.
A wrażenia? Fantastycznie było po raz pierwszy porozmawiać z ludźmi, z którymi stworzyliśmy wspólny świat w swoich umysłach. Zawsze podkreślam, że relacja autora z czytelnikiem jest absolutnie wyjątkowa – ten pierwszy zapewnia ogólne ramy dla opowieści, a ten drugi wypełnia je swoją wyobraźnią. Dzięki temu spotykając się po raz pierwszy, czujemy się jak dobrzy, starzy znajomi.
Research – niektórzy pisarze sądzą, że bez niego ani rusz, inni traktują temat z przymrużeniem oka. Jaki jest Pana stosunek? Ile czasu podczas pisania poświęca Pan na research?
Trudno w ogóle mówić o pisaniu bez researchu. Niekiedy wymaga on od pisarza więcej zaangażowania, innym razem mniej – czasem jest przykrą koniecznością, innym razem stanowi uzupełnienie całej tej frajdy płynącej z samego pisania. Czasem bywa też tak, że jest ucieczką. Kiedy kończą nam się pomysły, ratujemy się researchem. To bezpieczne, niewymagające poletko, więc chętnie opisujemy w detalach wszystko to, czego się dowiedzieliśmy… przy czym niekoniecznie stanowi to wartość dodaną opowieści. Tom Clancy napisał mnóstwo książek, które w dużej mierze składały się z opisów nowinek technologicznych – do mnie to nigdy nie trafiało i wydaje mi się, że cała sztuka polega na tym, by znaleźć odpowiedni balans.
Czytuje Pan skandynawskie kryminały, Stiega Larssona, Stephena Kinga… A co z polskimi pisarzami?
Uwielbiam Wiesława Myśliwskiego, jest dla mnie absolutnym mistrzem słowa. Potrafi zarówno wciągnąć w wir opowieści, skłonić do refleksji, jak i zachwycić warsztatem. Eksportujmy go za granicę, reklamujmy jego powieści, póki jeszcze pora.
Zauważyłam, że lubi Pan tworzyć literackie duety. Chyłka & Zordon, Dija Udin & Hakon, Bronek Zaniewski & Chwieduszko, Evelyn Thomsen & Scott Winton. Nie potrafię nie przyrównać ich wszystkich do słynnego duetu Sherlock Holmes & Doktor Watson. Skąd się wzięło to małe zboczenie?
Przypuszczam, że zawinili właśnie Holmes i Watson, ale oprócz tego Lisbeth Salander i Mikael Blokmvist, Gatsby i Nick u F. Scotta Fitzgeralda, Harry Hole i jego zmieniający się partnerzy, Kenzie i Gennaro u Lehane’a, Frodo i Sam, Santiago i Manolin u Hemingwaya… i tak dalej. Historia literackich duetów sięga pewnie czasów starożytnych, więc to nic nowego. Zresztą to nie do końca świadomy wybór – bohaterowie w moich książkach czasem tworzą duety, czasem tercety, a czasem decydują się na samotne działanie. Symptomatyczne jest jednak to, że czytelnikom (i mi też) najbardziej zapadają w pamięć właśnie pary.
Książka, którą pisało się Panu najlepiej, to…
Trudne, a nawet arcytrudne pytanie! Wydaje mi się, że któryś z horrorów, najpewniej z wątkiem religijnym. Kiedy już je wszystkie wydam, zastanowię się jeszcze raz. A z tych, które już się ukazały, być może Przewieszenie. Niesamowicie było przenieść się w Tatry – tym razem nie turystycznie, a literacko. Poza tym psychopata na kartach książki poczynał sobie wyjątkowo śmiało, a takie postacie zawsze dobrze się pisze…
Kończąc już, spytam o radę. W jaki sposób utrzymać się w formie, mieć tak zwaną „wenę” oraz niezliczone pomysły? Przepis na „pisarską płodność” według Remigiusza Mroza:
Pisać codziennie. Żyć swoją historią. Nie odpuszczać tylko dlatego, że istnieje cały szereg spraw, które starają się odciągnąć nas od pisania. Jeśli nie potraktujemy książki priorytetowo, to nie zwiążemy się z nią emocjonalnie i nie wsiąkniemy w jej fikcyjny świat. I jak w takim wypadku później oczekiwać od czytelnika, że to zrobi?


Bardzo serdecznie dziękuję Remigiuszowi Mrozowi za poświęcenie swojego cennego czasu!

3 komentarze:

  1. Bardzo skromny, jednocześnie mega utalentowany człowiek! I jaki młody!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czym kierował się Pan wybierając pierwsze wydawnictwo?
    Przecinek przed wybierając.

    dołączając przez znajomego pisarza do odpowiedniej grupy na Facebooku, etc.
    Przed etc. nie powinno być przecinka.

    Mikael Blokmvist
    Blomkvist.

    OdpowiedzUsuń