piątek, 13 listopada 2015

#5 PW: Magdalena Knedler

Cześć i czołem!
Magdalena Knedler
Skoro ostatnio w „Pisarskich wspomnieniach” rządzili Panowie, to teraz nadszedł czas na jakąś Panią. O napisanie kilku słów o swoich początkach poprosiłam Magdalenę Knedler, która całkiem niedawno zadebiutowała powieścią „Pan Darcy nie żyje”.

Do czytania, rodacy! ☺


„Klątwa Yiga, Laponia, Pan Darcy, windy i komisarz Wallander, czyli od czego się zaczęło”
Pisać chciałam od dziecka. Dotarło to mnie w momencie – miałam kilkanaście lat – kiedy szłam ulicą, a w mojej głowie „sama” układała się historia. Ponieważ akurat zafascynowałam się w tym czasie Hitchcockiem i pozostawałam pod wielkim wrażeniem „Rebeki”, narracja ogniskowała się wokół jakiegoś starego domu oraz skromnej panienki, która odkrywa mrożącą krew w żyłach tajemnicę. Nigdy tego nie spisałam, oczywiście.
Zostawiłam temat na długie lata, ale tylko jeśli chodzi o „beletrystykę”. W szkole średniej i na studiach wciąż słyszałam od nauczycieli i profesorów, że moje prace są dobre, że umiem pisać, a ponieważ studiowałam między innymi filologię polską, uwierzyłam w to, co mówili. Chciałam coś z tym zrobić, ale... zaczęłam drugie studia – logopedię – i wpadłam po uszy. Później miałam sporo zajęć i dwie obrony prac dyplomowych jednocześnie. Zdecydowałam się też na roczną specjalizację z logopedii medialnej, dzięki której zyskałam uprawnienia do pracy z aktorami i zaczęłam uczyć wymowy scenicznej i emisji głosu. Nie miałam już czasu na pisanie. Właściwie w ogóle za bardzo go nie miałam. Pracowałam bardzo intensywnie, niekiedy może nawet zbyt intensywnie. Ale mój wysiłek przynosił świetne efekty – uważam, że jestem dobra w swoim zawodzie. Lubiłam i nadal lubię to zajęcie, choć teraz pracuję znacznie mniej.
Pragnienie pisania wróciło do mnie, kiedy na świat przyszła moja córka i wszystko wywróciło się do góry nogami. Wiadomo. Rewolucja. Ale to nie był jeszcze moment na napisanie powieści. Powysyłałam CV do portali branżowych i prasy, i zaczęłam recenzować książki. Szło (i nadal idzie) mi to całkiem nieźle. A później nastąpił taki moment, w którym do napisania opowiadania sprowokował mnie mój mąż. Byliśmy wtedy na wakacjach nad jeziorem. Beztrosko zakopywałam swoje dziecko po szyję w piasku, a mąż czytał pewne pismo. Nazwy nie wymienię. I tam było opowiadanie. Mąż skończył je czytać, rzucił gazetę na koc i lakonicznie oznajmił: „weź coś napisz, przecież też tak umiesz”. Wydałam z siebie coś w stylu: „yyykkhmmmm”. Nie wiem, skąd wzięło mu się to akurat wtedy. Ale to był impuls. Pisanie już we mnie „wzbierało”. Tego właśnie potrzebowałam. Bodźca.
Kiedy wróciliśmy do domu, popełniłam kilka żałosnych krótkich form, coś tam ćwiczyłam, produkowałam wprawki. I pewnego dnia zobaczyłam ogłoszenie. Konkurs literacki na opowiadanie inspirowane twórczością Lovecrafta, Ligottiego i Grabińskiego. Uwielbiałam ich, zwłaszcza Lovecrafta. Napisałam opowiadanie „W labiryncie Sapmi”, którego głównymi bohaterami byli tajemnicza rzeźbiarka, Arab i Wielki Przedwieczny Yig (bóg z „Klątwy Yiga” Lovecrafta). Opowiadanie zostało zauważone i opublikowano je w antologii „Po drugiej stronie. Weird Fiction po polsku”. Tak po raz pierwszy trafiłam do druku. Był rok 2013, miesiąc przed moimi trzydziestymi urodzinami. ☺
Później ukazały się drukiem jeszcze inne krótkie formy – między innymi „L'art pour l'art” w zbiorze „Kryminalny Olsztyn. Koszary”, z którego jestem bardzo dumna. No i wreszcie postanowiłam, że czas na coś większego. I tutaj miałam zgryz. Bo zaczęłam już pisać książkę, w której publikację/powodzenie/wzbudzenie nią zainteresowania czytelników nie wierzyłam. Była to „Winda” – opowieść składająca się z kilkunastu osobnych historii połączonych miejscem akcji i wspólnymi wątkami. Każdy segment łączył się z kolejnym i go dopełniał. Miała to być opowieść o... życiu. Codzienności. Chaotycznych myślach, które rodzą się np. w windzie. I o tym, że każdy człowiek ma swoją niepowtarzalną biografię. Jednak po drodze milion razy zwątpiłam. Przestałam pisać, zaczęłam, znów przestałam, zaczęłam na nowo i tak w kółko...
W końcu usiadłam do biurka, by napisać inną powieść. W ten sposób powstał mój debiut – „Pan Darcy nie żyje”. Pomysł na tę książkę pojawił się już osiem lat wcześniej, ale również go porzuciłam. W ogóle jakoś nie wierzyłam w to swoje pisanie. Ale w pewnym momencie nastąpiła eksplozja – pan Darcy powiedział, że nie może dłużej czekać. Kazał mi porzucić ludzi z „Windy”. Posłuchałam go. Usiadłam i pisałam, dopóki nie postawiłam ostatniej kropki. A później... Zamknęłam plik. ☺
Odłożyłam „Pana Darcy'ego”, skończyłam „Windę” i zaczęłam pisać kolejną powieść. Jakoś kwestia znalezienia wydawcy pozostawała dla mnie wtedy dziwnie odległa. Naczytałam się książek i naoglądałam filmów o komisarzu Wallanderze i zapałałam miłością do szwedzkiego Ystad. Bardzo chciałam, by tam właśnie zaczynała się akcja mojej następnej powieści. Zaczęłam pisać kryminał obyczajowy o byłej policjantce, komisarz Annie Lindholm, Polce, która wyszła za Szweda i zamieszkała po drugiej stronie Bałtyku. W tę powieść wlałam z kolei moje podróżnicze fascynacje – „wlokłam” bohaterkę z Ystad na Hel, a potem do Wenecji.
Kiedy wreszcie skończyłam, zerknęłam na te swoje trzy książki... Coś trzeba było z nimi zrobić ☺
Pierwszą puściłam w świat „Windę”. Wybrałam jedno wydawnictwo – JanKę. Przestudiowałam ich ofertę i zauważyłam, że inwestują właśnie w takie nieoczywiste projekty, niekoniecznie w powieści o dużym potencjale komercyjnym, więc wysłałam tekst. Później zaczęłam poprawiać powieść „Pan Darcy nie żyje” i tę kolejną, która teraz nosi tytuł „Nic oprócz strachu”, a wcześniej... no, przemilczmy. Poprawiłam je, sczytałam i wysłałam „Darcy'ego” do dwóch oficyn. Minęły dwa miesiące od zaproponowania „Windy” JanCe. Wtedy, po dwóch tygodniach, przyszła odpowiedź z wydawnictwa Czwarta Strona! Byli wstępnie zainteresowani publikacją powieści „Pan Darcy nie żyje”. Wiadomość przyszła dzień przed wigilią, więc można sobie wyobrazić, że miałam bardzo dobre święta ☺ Choć oczywiście było to także niebezpieczne, ponieważ wpadłam chyba w jakiś stan przedzawałowy czy coś, a już na pewno doskwierało mi galopujące nadciśnienie i ekstremalne ADHD. Cieszyłam się ogromnie! Myślę, że nie dało się ze mną za bardzo wytrzymać...
W styczniu nastąpił kolejny dziwny dzień. Przyszła odpowiedź z wydawnictwa JanKa, że są zainteresowani „Windą”. Pan Jan Koźbiel poinformował mnie, że książka wymaga jeszcze poprawek, bo segmenty są nierówne pod względem jakościowym, ale i tak prawie padłam trupem, kiedy zobaczyłam tego maila. Zupełnie nie wierzyłam w powodzenie tej książki, a tu proszę! Aż byłam za to na siebie zła.
Moje dwie – i to zupełnie inne – książki miały zostać opublikowane.
Kiedy pojechałam do Poznania, do wydawnictwa Czwarta Strona, żeby podpisać swoją pierwszą w życiu umowę na publikację powieści, zostałam tak miło przyjęta, że po powrocie do domu zaczęłam obchodzić łukiem tę swoją trzecią książkę. I zdecydowałam się ją również wysłać jako propozycję. Książka została przyjęta przez Czwartą Stronę po dwóch-trzech tygodniach. I wtedy chyba dopiero uwierzyłam, że to wszystko działo się naprawdę. Jakkolwiek patetycznie to brzmi.
Moje pierwsze opowiadanie ukazało się w druku, kiedy miałam trzydzieści lat. Pierwsza powieść – kiedy miałam trzydzieści dwa. To i dużo, i mało. Niektórzy debiutują przecież zaraz po dwudziestce. Albo jak Masłowska – w wieku lat dziewiętnastu. Poeta Percy Shelley żył tylko trzydzieści lat, a jaki dorobek po sobie pozostawił! Ale zejdźmy może z tej makabrycznej wizji przedwczesnej śmierci. Wiem, że wielu aspirujących pisarzy zastanawia się nad tym, czy na debiut nie jest dla nich za wcześnie/za późno. Moim zdaniem za późno nie jest nigdy – ale czasem może być za wcześnie. Miałam kilka takich momentów, kiedy zastanawiałam się, dlaczego nie zaczęłam pisać/starać o publikację wcześniej. Ale teraz wiem, że po prostu musiałam swoje odczekać. Przepracować ileś lat, założyć rodzinę, szukać i wątpić – musiałam przez to przejść.
Zobaczymy, co będzie dalej... ☺


Nie wiem jak Wy, ale ja już ostrzę pazury na „Windę”, której opis zaciekawił mnie swoją formą.
W pewien sposób potrafię zrozumieć zdanie Pani Magdy na temat „Czemu nie zaczęłam pisać wcześniej?”. Mając dwadzieścia jeden lat, bawię się pisaniem, tworzę wątpliwej jakości fanfiki, krótkie formy, luźne teksty i sprawia mi to radość. Jednak kiedy próbuję zabrać się za coś swojego – odczuwam blokadę. Wciąż uważam, że „to jeszcze nie ten moment” i może zabrzmi to kolokwialnie, ale po prostu sądzę, że wciąż jestem za głupia oraz zbyt niedojrzała, żeby napisać książkę. Dlatego osobiście tekst Pani Magdaleny czytałam z rosnącą nadzieją – nie wszystko stracone, wystarczy poczekać na właściwy czas, który autorka „Pan Darcy nie żyje” odnalazła w wieku trzydziestu lat.
Jeśli czujecie podobnie, nie poddawajcie się! Wszystko jeszcze przed nami, na debiut nigdy nie jest za późno! ☺


Serdecznie dziękuję Pani Magdzie, że zechciała napisać dla nas ten krótki tekst. Doceniamy! Zarazem zachęcam do zapoznania się z jej twórczością.

10 komentarzy:

  1. ponieważ wpadłam chyba w jakiś stan przedzawałowy, czy coś
    Ten przecinek wygląda na zbędny.

    Mając dwadzieścia jeden lat bawię się pisaniem
    Oddzielający imiesłów przecinek przed bawię.

    fan-ficki
    Jeżu jak byku! Fanfiki albo fanfiction.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wywiad jest świetny! Shaun Camui, czy zamiast wytykać ludziom nic nieznaczące błędy nie powinieneś raczej skupić się na czerpaniu przyjemności z czytania? Czepiasz się trochę niepotrzebnie.

      Usuń
    2. Dzień dobry, Anonimie, nie wiem, kim jest ów Shaun, ale ja nie mam ani takiego nicka, ani nie jestem mężczyzną, więc życzę poprawy w skillu czytania ze zrozumieniem i pozdrawiam serdecznie. ;)

      Usuń
    3. Kąśliwa i niemiła jak zawsze...

      Usuń
    4. Przykro mi, że niszczę ci dzieciństwo. ;)

      Usuń
    5. Dzieciństwo? Nawet dodatkowo jesteś bezczelna. Przejaw kultury godny pożałowania.

      Usuń
    6. Dawno nie spotkałam człowieka całkowicie wypranegpo z poczucia humoru. Awww.

      Usuń
    7. Faktycznie, aż nim kipisz. Zatrzymajcie tę karuzelę śmiechu!

      Usuń
    8. http://www.konradokonski.com/KWD/

      Polecam, dla ciebie idealny. ;)

      Usuń